🧑
Patryk:
Samolot ląduje, a w nas rośnie ekscytacja – rzadko szkoła wysyła nas na bajeczną wyspę! Pierwszego wieczoru, po zakwaterowaniu się w hotelu, ruszyliśmy na
nocne zwiedzanie. Malta po zmroku wygląda jak pocztówka z wakacji – klimatyczne światła, ciepły wiatr i… zero mew! Totalnie. Ani jednej. Tylko spokój i uliczne koty z dumną miną (jakby chciały powiedzieć: „Spadajcie, to nasze podwórko!”).
🤔
Nikodem (kolega z klasy, samozwańczy reporter):
No dobra, ale co tam ciekawego oprócz ciepła i kotów?
🧑
Patryk:
Przede wszystkim – Valletta, czyli stolica. Nowoczesny parlament wyglądający
jak z betonu i pikseli, zaraz obok – fontanna Trytona, która nie pryska, ale artystycznie leje wodę. No i te mury obronne – tak wielkie, że nawet nasze problemy
z matmą schowają się za nimi idealnie!
🤔
Nikodem:
Notuję: mury rzeczywiście olbrzymie, skoro… I co jeszcze?
🧑
Patryk:
Codzienny pokaz wystrzału z armaty – na serio! Taka lokalna tradycja ku pamięci
obrony stolicy. Dym, huk i pełna powaga! I wszyscy patrzą z otwartą buzią.
Włącznie z nami.
🤔
Nikodem:
A co z tą starą stolicą?
🧑
Patryk:
Mdina – znana też jako Ciche Miasto. Tam czas się zatrzymał. Zero ruchu ulicznego. Tylko kamienne uliczki i budynki wkomponowane w skałę, bo Malta leży na
wapiennym podłożu. Jak nie masz wapienia, to nie budujesz – prosta zasada.
Wygląda to jak plan filmowy, tylko bez green screen’a.
🤔
Nikodem:
Architektura + historia brzmi jak wycieczka z babcią… Czy jednak nie?
🧑
Patryk:
Wbrew pozorom – relax level expert. A potem był hit wycieczki: Blue Lagoon!
Rejs motorówką, krystaliczna woda (serio, widać dno), słońce i integracja jak
z reklamy coli. Jedni pływali, drudzy chillowali, a trzeci robili zdjęcia, które zaraz wrzucali na fejsa.
🤔
Nikodem:
No i najważniejsze – jedzenie?
🧑
Patryk:
Pasticci – małe ciastka z nadzieniem. Wyglądają niepozornie, ale po jednym masz ochotę zjeść dziesięć. Mieszkańcy Malty traktują je jak my pierogi. Uczta kulinarna codziennie! Niebo w gębie!


