Kiedy słyszę, że nasza szkoła ma dwie siedziby, czuję się jak w jakiejś wielkiej korporacji. Z jednej strony unoszący się wrześniowy zapach w sali lekcyjnej pozostaje ten sam, ale z drugiej strony mam nieodparte wrażenie, że jestem właśnie w korporacji pełnej papierkowej roboty i ze stanowczo za krótkimi przerwami na poranną kawę!
W Suchej Beskidzkiej
Czujesz się jak influencer otoczony przez chmarę obcych Ci widzów. Mimo że nie jest to marzenie każdego introwertyka, to wciąż można poczuć się tu jak gwiazda wielkiej hollywoodzkiej produkcji, choćby ze względu na centrum zainteresowania ogromnej i wybrednej publiczności. Jakże barwne i ciekawe osobowości mają szansę zyskać rzesze fanów. Z kolei ogromna hala sportowa jest dla sportowców rajem na ziemi. A jeśli komuś bliżej do klikania niż biegania, to ma do dyspozycji wirtualną strzelnicę. Nie wymieniam pozostałych atrakcji!
W Makowie Podhalańskim
dzieją się dziwniejsze rzeczy niż w najbardziej sensacyjnym serialu. Z pewnością makowska szkoła ma swój niepowtarzalny i swojski klimat. Tu uczą się tylko klasy czwarte i piąte (oprócz programistów i fryzjerów). Brzmi to jak elitarny klub, do którego wstęp mają wyłącznie starzy wyjadacze. Dzięki temu, zamiast rozmów o kartkówkach i ocenach, na korytarzu możesz zagadać do starszego kumpla i podyskutować o zakupie pierwszego auta, zapachu świeżo odebranego prawa jazdy czy pomyśle na biznes jak z książek Roberta Kiyosakiego.
W zasadzie wystarczy piętnaście minut przerwy, żeby poczuć się jak na spotkaniu klubu młodych przedsiębiorców. Nie da się zniknąć w tłumie, co oczywiście ma swoich zagorzałych zwolenników, jak i przeciwników!


